czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 22

Poprzedni rozdział napisałam w 3 osobie, ten również będzie tak pisany. Mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza :)

__________

Dziewczyna wylegiwała się na słońcu, wykorzystując ostatnie dni wakacji. Studia zbliżały się dużymi krokami. Szatynka zdecydowała się złożyć papiery do Oxfordu, dzisiaj miała przyjść koperta z informacją o jej przyjęciu. W myślach trzymała za siebie kciuki. Od najmłodszych lat marzyła, aby studiować na Oxfordzie. Jeszcze nikt nie wiedział, że papiery złożyła akurat tam. Dziadkowie nie powinni mieć z tym problemu, ponieważ Uniwersytet znajdował się blisko Londynu. Natomiast nie miała pojęcia jak zareaguje na to Harry. W końcu miała się tam przeprowadzić na stałe, mieli widzieć się rzadziej. Perspektywa życia z daleka od chłopaka sprawiała natychmiastową zmianę humoru z szczęścia na smutek, ale nie mogła zmusić go do przeprowadzki, przecież tutaj prowadził własne życie. Zastanawiała się czy związek na odległość wprawdzie małą, ale jakąś mógł przetrwać? Westchnęła i postanowiła sprawdzić skrzynkę na listy. O 12 powinna przyjść koperta, a była już 1 popołudniu. Leniwym krokiem zmierzała ku bramce. Czuła lekkie przerażenie, ponieważ co jak co, ale od tego zależała jej przyszłość. Z chwilą dotarcia do celu myślała jedynie, żeby nie zwymiotować na ukochane petunie babci. Drżącą dłonią otworzyła skrzynkę i zobaczyła białą kopertę z herbem Oxfordu. Wyciągnęła ją i wahała się nad otworzeniem listu. Nie wiadomo co się w nim znajduje. A jeśli się nie dostała? Załamie się, cały plan życia, który ułożyła sobie w głowie się rozsypie, ale z drugiej strony? Może będzie to pozytywna odpowiedź. W końcu była wzorową uczennicą.
-Raz kozie śmierć, prawda? - zapytała samą siebie i rozerwała kopertę.
Z ust dziewczyny wydobył się pisk, gdy ujrzała napis potwierdzający jej przyjęcie. Krzyczałaby tak do końca dnia, gdyby dziadkowie nie wybiegli i nie zaczęli jej uspokajać oraz pytać "co się stało?". Zaskoczeni informacją wyjazdu oraz dostania się na upragnioną uczelnię wnuczki stali jak dwa słupy soli. Po kilku minutach ochłonęli i pogratulowali dziewczynie, oraz wszyscy jednogłośnie uznali, że trzeba to uczcić. Starcy zajęli się zapraszaniem bliskiej rodziny, czyli Max'a i Ellie. Nie utrzymywali bliższych stosunków z resztą rodziny. Częste konflikty między rodziną mamy i ojca dziewczyny doprowadziły do zerwania kontaktu. Nie żałuje tego, nigdy nie lubiła ciotki, wujka czy też dziadków od strony ojca. Natomiast z kuzynami zdarzało jej się skontaktować. Szatynka za zadanie postawiła sobie przygotowanie przekąsek oraz powiadomienie Harry'ego o niby przyjęciu. Wszyscy w trymiga uwinęli się ze swoimi obowiązkami. Chłopak był zaciekawiony o jaką wizytę chodzi, ale nie dostając odpowiedzi po prostu oznajmił, że przyjdzie. O 17:30 każdy w domu zaczął się szykować. Anali postawiła na prostą kreację, mianowicie granatową sukienkę przed kolano na grubych ramiączkach z kwadratowym dekoltem. Włosy związała w wysokiego kucyka, a makijaż pozostawiła bez zmian. Punkt 19 goście zaczęli się zbierać, jako pierwsza zjawiła się Ellie, zaraz po niej Max, a na końcu Harry. Przybyłe osoby rozłożyły się na dwóch kanapach. Z początku rozmowa obejmowała lekkie tematy. Anali skutecznie omijała wątek o studiach. Po minionej godzinie goście zaczęli się niecierpliwić. Każdy pragnął dowiedzieć się co takiego świętują. Ciekawość ludzka nie potrafi długo czekać. Ciemnowłosa zabrała głos litując się nad przybyłymi osobami.
- Jak sami dobrze wiecie za 2 tygodnie zaczynam studia - rozpoczęła swoją wypowiedź - w związku z tym postanowiłam zaryzykować i złożyć propozycję dołączenia do mojej ukochanej uczelni i dostałam się - przeniosła swoje uradowane spojrzenia na chłopaka - Dostałam się na Oxford! - pisnęła podekscytowana wywołując momentalną zmianę na twarzy Harry'ego. Uśmiech zniknął, widać było rozczarowanie. Był nią rozczarowany? Przecież spełniała swoje marzenia.
Ellie niemal od razu rzuciła się na swoją siostrzenice. Wszyscy jej gratulowali, Max płonął dumą. Dziadkowie uronili łzy wiedząc, że już niedługo ich wnuczka opuści bezpieczne gniazdko. Jedynie on, osoba od której najbardziej potrzebowała wsparcia, siedział z kamiennym wyrazem twarzy. Czy nie mógł cieszyć się jej szczęściem? Czy to naprawdę było, aż tak trudne?
-Haroldzie - zaczęła babcia - nie pogratulujesz swojej dziewczynie? - uśmiechnęła się promieniście w stronę młodzieńca.
Najwyraźniej słowa staruszki podziałały na mężczyznę, ponieważ wstał i wziął An w ramiona. Uścisk był lekki i sztywny. Nie czuć było w nim uczuć. Był wymuszony. Kiedy się od niej odsunął powiedział jedynie:
- Moje gratulacje, zostałbym dłużej, ale się śpieszę.
"Miłej nocy!"  krzyknął wychodząc. W jego zachowaniu nikt nie zauważył sztuczności czy dziwaczności, oprócz Anali. Dziewczyna miała świadomość, że rani go wyjazdem, ale co mogła zrobić? Zrezygnować? O nie, rezygnacja nie wchodziła w grę. Spotkanie do końca potoczyło się pomyślnie. Dowcipy wujka Max'a na chwilę poprawiły humor 19-latki, a opowieść cioci o wycieczce do Włoch i mężczyźnie, który próbował nakłonić ją na seks lub ucieczce przed właścicielem sklepiku osądzającym ją o kradzież lalki. Oczywiście zapewniła ich, że była niewinna. Gdy bliscy opuścili dom dziadek ogłosił, że porządkami zajmą się jutro. W taki sposób Anali wylądowała w łóżku z problemem, którego do końca nie rozumiała.
Wiatr chłostał policzki kobiety . Deszcz uderzał w czerwony parasol, a obcasy wystukiwały melodie znaną tylko ich właścicielce. Torebka nieustannie spadała z jej ramienia doprowadzając szatynkę do szału. Przyśpieszyła krok widząc zielone światło dla pieszych. Śpieszyła się do pracy, nie mogła kolejny raz zjawić się spóźniona. Szef znowu wyskoczyłby z pretensjami. Planując cały dzień od a do z dotarła pod firmę. Mimo marzeń o otwarciu własnego wydawnictwa literackiego, skończyła w "GreenCorporation". Zajmowała wysokie stanowisku w pracy, ale nie była szczęśliwa. Bizneswoman to nigdy nie miała być ona. Widać stało się inaczej. Przez ogromne szklane drzwi dostała się do środka. Windą wjechała na 3 piętro i skierowała się w stronę swojego biura. Płaszcz odwiesiła na stojak. Jak zwykle na biurku znajdowała się masa papierów i krótka notatka o jej dzisiejszych obowiązkach, których i tak do końca dnia będzie więcej. Z małą niechęcią usiadła na krześle obrotowym i uruchomiła laptopa. Cały dzień pracy i obowiązków czas zacząć. Około godziny 13 wybrała się na kawę i rogala. Marny obiad, ale przy tak napiętym grafiku na lepszy Cię nie stać. Naturalnie jak za każdym razem rozpoczęła rozmowę z Madison. Nową i chyba nawet jedyną przyjaciółką jaką miała.
- Kolejny dzień spędzony z upierdliwą Kathy przyprawia mnie o migrenę. Nie wytrzymuje z jej pozbawionymi sensu uwagami -  zabrała głos zaczesując rude włosy za uszy.
Kathy odwieczny wróg Mady. Nikt nie dogryzał sobie jak one dwie. Nie wiadomo nawet dlaczego tak bardzo się nie znoszą.
- Niestety głowy jej nie pozbawisz - zażartowała ciemnowłosa.
- Nie wiadomo. A jak z Twoim przyszłym mężem? - puściła oczko.
- A jak miałoby być? - uniosła brew - W ostatnim czasie widzimy się rzadziej przez jego nocne zmiany. Niestety takie życie policjanta.
- Nie martwisz się, prawda? Przecież nic mu się nie stanie. Miasteczko jest czyste. Nie ma żadnych złych bandziorów - uśmiechnęła się pocieszająco.
- Pewnie masz rację.
- Rozluźnij się on wróci cały i zdrów - ugryzła kawałek pączka.
- Nie stresuje się jego pracą, a raczej ślubem. Nie jestem pewna czy wytrzymam z jego poważną stroną, potrzebuje odrobiny romantyzmu i dziecinności , a on mi jej nie zapewni. Dreszczyk adrenaliny i strachu byłby czymś niesamowitym - wylała swoje zmartwienia na wierzch i zanurzyła usta w gorącym Latte.
- Adrenalina? Po co Ci ona? Oczekujesz, że będzie jakimś dziecinnym bad boy'em? On jest dorosły i opiekuje się całym miasteczkiem. Nie może łamać zasad, jest gliną - powiedziała stanowczym głosem - Źli chłopcy ze skaleczoną duszą istnieją tylko w książkach, nie w prawdziwym życiu.
- Nie powiedziałabym - mruknęła i spuściła wzrok.
- Ocknij się! Niedługo bierzesz ślub, musisz opuścić świat fantazji i powrócić do świata realistycznego - pstryknęła palcami przed nosem swojej przyjaciółki.
- Masz rację - przyznała- W końcu go kocham. Daniel jest moją jedyną i prawdziwą miłością. Nic lepszego od niego w całym moim życiu mi się nie przytrafiło.
- Dokładnie Anali! 
Ciemnowłosa dokończyła swoje jedzenie i powróciła do biura. Zastanawiając się nad suknią ślubną. Tak szybko zapomniała o swojej nastoletniej miłości czy też wielu przygodach. Wyjazd na studia wszystko odmienił. Jej życie stało się inne, powróciło do normalności. Ona straciła kontakt ze swoimi byłymi znajomymi. A o Harry'm całkowicie zapomniała. W takim razie czy na pewno był jej miłością? Ukochanego nie można od tak wymazać z pamięci, więc jak ona to zrobiła? Czy zależało jej na nim? Może rzeczywiście był tylko nastoletnią miłością i odskocznią od normalności? Chyba naprawdę go nie kochała. Nie mogła, przecież go zostawiła. Myślała tylko o sobie. Harry pozostał słodkim wspomnieniem. 


Otworzyła oczy przerażona swoim snem, który był zbyt realistyczny. Nowi znajomi? Nowe miasto? Nowe życie? Nowa miłość? Przecież to wydaje się być absurdalne, niemożliwe. Nie da się zapomnieć o kimś kto był Twoim całym światem, prawda? Przynajmniej ona by nie potrafiła. Zaśmiała się pod nosem z własnego strachu.
-Czego się boisz? - zapytała retorycznie - Ty i Harry się nie rozstaniecie. Nie bądź głupia.
Potrząsnęła głową, ale mimo własnych słów czuła lekkie wahania. Naturalnym było pisanie życia od początku w obcym miejscu. A związki na odległość zazwyczaj rozpadają się po 2 miesiącach. Nieważne, że Oxford jest blisko, szatyn nie przetrwałby rozłąki. Anali nie miałaby pojęcia czy mu ufać, skąd miałaby wiedzieć czy jej nie zdradza? To wszystko wydaje się być zbyt skomplikowane. Oni nigdy nie powiedzieli sobie tych dwóch słów znaczących nadzwyczaj wiele. Zagubiona we własnych myślach nie wiedzieć jak i kiedy dotarła pod dom Harry'ego. Nieważne, że była w piżamie i nieważne, że był środek nocy zadzwoniła do jego drzwi z nadzieją pomocy. Zaraz, ale jakiej pomocy? W czym? Nie miała pojęcia. Chciała się wycofać, ale nie mogła. Jej palec bez przerwy naciskał na dzwonek. Przekleństwa dochodzące ze środka pomieszczenia towarzyszyły zbliżającemu się mężczyźnie. Otworzył drzwi i zaskoczony odskoczył do tyłu. Harry zdziwiony pocierał ręką kark, ponieważ jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się, żeby Anali przyszła do niego w środku nocy w piżamie z nieobecnym wzrokiem.
-Kocham Cię.




__________________________________
1 rozdział + epilog = koniec
Jezu, koniec jest niezwykle blisko. Nie wierzę, że to skończę. Kocham was! 
Melanie x

2 komentarze:

  1. Proszę cie pisz dalej bo chce zobaczyć jak sie to skończy a minął już miesiąc.
    Jestem z tobą od pierwszego rozdziału i od początku ta historia mnie wkręciła i czytałam każdy rozdział i nie chciałabym żebyś skończyła go pisać jak został jeszcze 1 rozdział i epilog.
    Prosze cie skończ pisac te opowiadanie bo Cię znajdę i zmusze do tego xD ��
    Proszę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow dziękuję <3
    A rozdział dodam dopiero jak wrócę do Polski - 2 sierpnia
    Bo we Włoszech cienko z internetem, a na telefonie dość trudno jest mi pisać rozdział..
    Jeszcze raz dziękuję, że czytasz to ff :**
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń